Ekstremalnym osiągnięciem może pochwalić się 32-letni ostrowczanin mieszkający na co dzień w Norwegii. Karol Reczko, uprawiający kolarstwo górskie enduro w miniony weekend ukończył wymagające zawody we francuskiej miejscowości Alpe D’Huez.
Startujący w nich kolarze ścigali się zjeżdżając… ze szczytu lodowca położonego na wysokości 3300 metrów nad poziomem morza. Ostrowczanin szczęśliwie dojechał do mety, co – jak sam przyznaje – jest dla niego sukcesem. Zrobił to na rowerze elektrycznym.
– Uważam to za wielki sukces, ponieważ są to moje pierwsze zawody w kolarstwie górskim enduro. Wybrałem te zawody, bo to, tak mi się zdaje, możliwie najtrudniejsza forma rywalizacji w tej dyscyplinie. Zawodnicy startują masowo ze szczytu lodowca. Było na nim bardzo dużo śniegu, ale było tak gorąco, że śnieg był tak mokry, że ratrak musiał pracować przez dwa dni, dlatego lodowiec był zamknięty i nie można było na nim trenować przed zawodami – mówi Karol Reczko.
Ponad 20-kilometrową, zróżnicowaną trasę zjazdu, z licznymi zakrętami i przeszkodami ostrowczanin przejechał w ciągu 1 godziny i 3 minut. Czas ten zagwarantował mu 99 miejsce na 148 uczestników w klasyfikacji ogólnej. Do zwycięzcy Karol Reczko stracił 25 minut. – Na trasie udało mi się osiągnąć prędkość ponad 50 kilometrów na godzinę. Były też upadki. Przeleciałem przez kierownicę, musiałem zrobić sobie kilka przerw, przez co straciłem około 10 pozycji. – relacjonuje ostrowczanin.
– Od zawsze mam zamiłowanie do ekstremalnych sportów. Nie wiem w zasadzie skąd się ta miłość wzięła, ale chyba największą sympatią darzę adrenalinę. Do niej mam największy pociąg, kiedy mogę osiągnąć dużą prędkość na trasie – mówi Karol Reczko.
Karol Reczko zapowiada jednocześnie, że do Francji wróci za rok, żeby poprawić swój wynik.
/mor/















