Niewiarygodnego wyczynu dokonał pochodzący z Ostrowca Świętokrzyskiego Mariusz Cukierski. Utytułowany ultrakolarz w miniony weekend poprawił o ponad godzinę swój własny rekord prestiżowego, organizowanego co dwa lata rowerowego ultramaratonu Bałtyk-Bieszczady.
Trasę 1020 kilometrów Cukierski pokonał w 30 godzin 41 minut ze średnią prędkością 33 km/h i drugi rok z rzędu został zwycięzcą wyścigu. Drugiego na mecie zawodnika wyprzedził o niemal godzinę.
– Zrobiłem to bez snu. Jechałem niemal bez przerw. Robiłem jedynie krótkie 5-minutowe przerwy, żeby się napić i coś zjeść – mówi Mariusz Cukierski, który pokonał ponad 300 innych kolarzy.
Wszyscy wyruszyli z Wolina nad Zalewem Szczecińskim. Pokonując Inowrocław, Piotrków Trybunalski, Sandomierz i Rzeszów, dotrzeć musieli do Ustrzyk Górnych, gdzie znajdowała się meta.
– Wypadkową mojego wyniku były trzy rzeczy: moje przygotowanie sportowe, sprzęt i dogodne warunki atmosferyczne. Nie miałem większych trudności na trasie. Jedynie na końcówce doskwierało mi prawe kolano. Na szczęście nie wpłynęło to jakoś drastycznie na wynik – mówi Mariusz Cukierski.
Mariusz Cukierski ultrakolarstwo trenuje od 10 lat. Przez ten czas wziął udział w wielu ekstremalnych wyścigach. Na początku tego roku uplasował się w czołówce Race Around Rwanda – wymagającego wyścigu na górzystych trasach środkowej Afryki. Teraz jego celem jest złoto Mistrzostw Europy w ultrakolarstwie.
– Próbowałem dwa razy. We Włoszech byłem czwarty, w tym roku w Niemczech trzeci. Mam medal, ale bardzo chciałbym zdobyć upragnione złoto – mówi Mariusz Cukierski.
Mariusz Cukierski wychował się w Ostrowcu Świętokrzyskim. Obecnie mieszka w Krakowie.
/mor/












