Czy dwukadencyjność samorządów powinna być zniesiona? Pytamy włodarzy z powiatu ostrowieckiego

Działacze Polskiego Stronnictwa Ludowego domagają się zniesienia dwukadencyjności samorządów. Przygotowali już projekt ustawy, który – jak zapowiadają – zostanie niedługo przedstawiony marszałkowi sejmu.

Zniesienia niekorzystnego zdaniem PSL-u przepisu chcą też świętokrzyscy ludowcy z wicewojewodą Michałem Skotnickim na czele. – Dwukadencyjność jest niedemokratyczna i niekonstytucyjna – uważa Michał Skotnicki.

– Ustawa ta zabiera bierne prawo wyborcze, czyli możliwość kandydowania przez danego obywatela. Tym obywatelem jest wójt, burmistrz, prezydent miasta, który jest dłużej niż dwie kadencje na swoim stanowisku i to jest niezgodne z Konstytucją. Niestety przegłosował to sejm, gdzie większość miał PiS, podpisał to później prezydent Duda i ten błąd prawny funkcjonuje – mówi wicewojewoda Skotnicki.

Jeśli działania PSL-u nie przyniosą zmian w prawie, to w pięciu z sześciu gmin w powiecie ostrowieckim dojdzie po przyszłych wyborach samorządowych do zmian włodarzy. Tylko prezydent Ostrowca Artur Łakomiec, który rządzi od roku, będzie mógł za cztery lata ubiegać się o reelekcję.

– To jest według mnie takie psucie państwa i samorządu. Aby mój głos był bardziej wiarygodny, to chcę zadeklarować, że nie będę już startował na to stanowisko, wchodzę w okres emerytalny i nie będę się ponownie ubiegał o fotel wójta. Uważam jednak, że im dłużej włodarz ma perspektywę pracy, to podejmuje decyzje długofalowe i pozytywne dla mieszkańców – komentuje Jerzy Murzyn, który urząd wójta gminy Bodzechów sprawuje od dziewięciu kadencji – tak samo, jak Krzysztof Gajewski, wójt gminy Waśniów.

– Tu ludzie, mieszkańcy powinni mieć decyzję, kogo wybierać, na kogo postawić, a nie administracja. Jeśli są dobrzy ludzie, dobrze funkcjonują w samorządach, to dlaczego blokować im możliwość ubiegania się o reelekcję –  ocenia wójt Gajewski.

O reelekcję, jeśli nie zmieni się prawo, nie będzie mogła ubiegać się też burmistrz Ćmielowa, Joanna Suska.

– Od początku uważam, że to jest zapis niekonstytucyjny. Te ograniczenia powinny dotyczyć wszystkich szczebli, jeśli takie zmiany wprowadzamy. Uważam jednak, że decyzję powinni podejmować mieszkańcy. Osobiście nie mam problemu z tą ustawą, bo uważam, że każda władza przemija – mówi Joanna Suska.

Burmistrz, Lech Łodej, który rządzi gminą Kunów już trzecią kadencję uważa, że największym problemem ustawy o dwukadencyjności jest to, że w ciągu 10 lat trudno zrealizować wszystkie zamierzone inwestycje.

– Żeby tak naprawdę zbierać owoce ciężkiej, samorządowej pracy, to trzeba popracować przynajmniej trzy kadencje. W pierwszej kadencji opracowywałem dokumenty i rozpoznawałem szczegółowo gminę. W drugiej kadencji rozpoczęła się realizacja mniejszych i większych projektów. Teraz, gdy sprawuję urząd trzeci raz mogę powiedzieć, że większość najważniejszych inwestycji została wykonana – mówi Lech Łodej.

Hubert Żądło, będący wójtem gminy Bałtów drugą kadencję zauważa, że zachowanie przepisu o dwukadencyjności byłoby wyjątkowo niekorzystne dla budżetów, szczególnie takich małych samorządów jak gmina Bałtów.

– Jak zostawałem wójtem gmina była zadłużona na 12 milionów, a udało mi się zejść do 8 milionów. Jeśli wójt będzie przychodził na dwie kadencje, to czy koniecznie będzie chciał walczyć z zadłużeniem, czy realizować inwestycje? Jak będzie chciał realizować inwestycje i pokazać się, że coś zrobił w przypadku rotacyjności włodarzy, to kondycja finansowa samorządów będzie gorsza – komentuje Hubert Żądło.

Ustawa z 11 stycznia 2018 roku wprowadzona przez rząd Prawa i Sprawiedliwości wydłużyła kadencję samorządową do pięciu lat. Jednocześnie ograniczyła możliwość ubiegania się o reelekcję wyłącznie do jednego razu.

/mor/

reklama

Ważne wydarzenia