Był pościg i strzały. Mężczyzna zatrzymany przez policję w Ostrowcu wcześniej ostrzelał karetkę pogotowia ratunkowego

Fot. archiwum prywatne

Mężczyzna zatrzymany po policyjnym pościgu w sobotę, 8 listopada po południu w Ostrowcu Świętokrzyskim, wcześniej ostrzelał karetkę pogotowia, która została wezwana do jego domu. Jak już informowaliśmy, aby zatrzymać samochód, którym jechał 57 – latek jeden z policjantów użył służbowej broni, strzelając w opony.

Interwencja rozpoczęła się na terenie gminy Kunów, policję na pomoc wezwali ratownicy medyczni, którzy wcześniej pojechali na wezwanie. – Ze wstępnych ustaleń wynikało, że mają do czynienia z agresywnym mężczyzną, który prawdopodobnie miał oddać kilka strzałów w kierunku karetki. Policjanci natychmiast udali się na miejsce – mówi Ewelina Wrzesien, oficer prasowa Komendy Powiatowej Policji w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Agresywny mężczyzna na widok policji wsiadł do swojego samochodu i odjechał w kierunku Ostrowca, taranując po drodze radiowóz. Funkcjonariusze ruszyli w pościg.

– Nie stosował się do dawanych w jego kierunku sygnałów do zatrzymania, lekceważył sygnały dźwiękowe i świetlne wydawane przez oznakowane radiowozy policyjne. W trakcie pościgu stwarzał zagrożenie dla innych uczestników ruchu drogowego, zmuszał kierowców do zjeżdżania na pobocze, hamowania, zmiany kierunku. Piesi musieli uciekać z chodnika – wyjaśnia policjantka.

Mężczyzna jechał nie tylko głównymi ulicami miasta, ale też wjeżdżał na parkingi i osiedlowe uliczki, w końcu dotarł aż na osiedle Słoneczne. – Jeden z funkcjonariuszy postanowił wykorzystać broń służbową i oddał kilka strzałów w kierunku auta, którym poruszał się mężczyzna – mówi Ewelina Wrzesień.

57 – latek po tym, jak policjant przestrzelił opony w jego aucie, zaczął uciekać pieszo, ale szybko został zatrzymany. Okazało się, że broń, której użył w stosunku do ratowników medycznych to replika pistoletu. Straty, jakie wykazało Świętokrzyskie Centrum Ratownictwa Medycznego i Transportu Sanitarnego w związku z ostrzelaniem karetki wynoszą około 10 tysięcy złotych. Mężczyzna nie ma na razie postawionych żadnych zarzutów, nadal przebywa w szpitalu z związku ze swoim stanem zdrowia.

/sla/

Ważne wydarzenia