Trudno było im się pożegnać. Absolwenci szkoły muzycznej odebrali świadectwa

W piątek uczniowie odebrali świadectwa, zakończyli naukę. Niektórzy nie tylko szkołę powszechną, ale także muzyczną, gdzie spotkali się po południu. Grupa uczniów, która skończyła edukację na poziomie szkoły I stopnia, spotkała się w pełnym gronie po raz ostatni. Były oficjalne przemowy, gratulacje, podziękowania i życzenia ale też łzy. I płakali nie tylko nauczyciele, ale też rodzice i absolwenci.

– Nie dowierzamy, że to już koniec. Poznaliśmy tu wielu wspaniałych ludzi i niezwykłych nauczycieli. To trudne do uwierzenia. W tej szkole jesteśmy zdecydowanie bliżej siebie. To są przyjaźnie na całe życie – mówi Martyna Polak. – W tej szkole są fantastyczni ludzie, są wspaniali, a nauczyciel, pan Szymon Pater jest moim najlepszym przyjacielem. Dzięki niemu będą kontynuować naukę w szkole II stopnia – nie ukrywał Filip Miłek.
Dyrektor szkoły Ewa Jurkowska-Siwiec zapraszała ich do odwiedzin. Niektórzy zresztą, mimo zakończenia nauki, murów szkoły nie opuszczą. – Dziś oficjalnie dzieci kończą szkołę, ale tak naprawdę nie opuszczają jej i zostają. Dalej grają w orkiestrze dętej, śpiewają w chórze „Świętokrzyskie Bemolki”, grają w zespole skrzypcowym, perkusyjnym, więc jest ta kontynuacja wielkiej pasji i miłości do muzyki – mówi dyrektor Jurkowska-Siwiec.
Absolwenci, którzy kontynuują swoją przygodę z muzyką, wracają także na szkolną scenę, by wystąpić przed młodszymi kolegami. Takie występy absolwentów to tradycja i element edukacji. A młodzi wracają chętnie, nawet, gdy wyjeżdżają do innych miast, jak Julia Tłuczkiewicz, która naukę gry na skrzypcach będzie kontynuować w Szkole Muzycznej II stopnia imienia Józefa Elsnera w Warszawie. – Oczywiście, że jeszcze wystąpię na tej scenie. Występowałam na niej przez sześć lat. mam ogromny sentyment – zaznacza. – Cztery, albo sześć lat to jest bardzo dużo czasu. Łączą nas wspomnienia, więzi. Spędziliśmy tu większość naszego dzieciństwa – dodaje Patrycja Bis. – Ja tu czuję się jak w rodzinie, jak w rodzinnym domu – dodaje Kacper Frączek.
Sześcioletnia lub czteroletnia nauka w Państwowej Szkole Muzycznej była dla nich przygodą, ale i wyzwaniem. Zajęcia odbywają się trzy, a nawet cztery razy w tygodniu. Ćwiczyć trzeba też w domu, bo później efekty prezentuje się przed innymi. – Tu oszukać się nie da – wyjaśnia Oktawia Molenda. – W szkole podstawowej można czasem iść na intuicję, można zgadywać na testach, domyślać się w odpowiedzi ustnej. W tej szkole utwór musi być wyćwiczony, bo występujemy przed widownią, więc jest na pewno o wiele więcej stresu, ale było też bardzo fajnie – dodaje.
Młodzież, ale także rodzice podkreślają, że szkoła artystyczna to niewielka społeczność, w której każdy zna każdego. Dlatego tak trudno jest im się pożegnać. – Ta społeczność jest bardziej zintegrowana. Przychodzą to dzieci, które wiedzą czego chcą. Łączy ich wspólna pasja, a w szkole powszechnej drogi łatwiej się rozchodzą. To też niewielka społeczność i łatwiej się poznać. Wydaje mi się, że w tej szkole wszyscy się lepiej rozumieją – mówi Magda Smela z komitetu rodziców, z którego zresztą nie odchodzi, mimo, że syn – Tymoteusz – właśnie zakończył naukę gry na klarnecie. Będzie nadal jednak grał w szkolnej orkiestrze dętej. Z pasji do muzyki.

/mag/

Ważne wydarzenia