– To jest taka, jakby presja, że ktoś widzi, jakie rozkazy wykonują pogranicznicy – mówi o swoim weekendowym pobycie na granicy z Niemcami w Słubicach radny powiatowy z klubu PiS Jarosław Czarnecki. Wcześniej namawiał do dołączenia do samozwańczego 'Ruchu Obrony Granic”. Z Ostrowca do Słubic, jak twierdzi, pojechało kilkanaście osób, z których część 'nie chciała zakładać kamizelek i się ujawniać”.
– Pogranicznicy muszą jakoś wykonywać te swoje zadania i przynajmniej udają, że kontrolują tych przechodzących przez granicę – dodaje, twierdząc, że polski rząd 'wykonuje polecenia niemieckie’. Dlatego organizowanie patroli uważa za zasadne, choć wskazać – nawet przybliżonej liczby migrantów, którzy z Niemiec przychodzili do Polski – nie potrafi. Nie wie, czy były to osoby, które Niemcy zawrócili, czyli nie wpuścili do kraju, czy migranci poddani procedurze przekazania, czyli tzw. readmisji. – Pokazują pogranicznikom tam jakieś papiery, ja nie mogłem podejść i sprawdzić, bo nie mam takich uprawnień – przyznaje.
Poseł KO Artur Gierada, szef partii w województwie świętokrzyskim mówi, że problem z nielegalnymi imigrantami na granicy z Niemcami jest 'marginalny’ i dotyczy przede wszystkich tzw. zawróceń, czyli niewpuszczania migrantów, z których duża część otrzymała polskie wizy za rządów PiS. – My dziś faktycznie mamy problem z imigrantami, którzy zostali do Polski wpuszczeni legalnie przez rząd PiS. To ponad 300 tysięcy. Im się kończą wizy. My ich z naszego kraju wydalamy, ale część próbuje uciekać na zachód i te przypadki są rzeczywiście cofane przez naszego zachodniego sąsiada – mówi parlamentarzysta. Drugą grupę zawracanych na granicy z Niemcami migrantów mają stanowić osoby, które nielegalnie dostały się do Polski z Litwy. – My uszczelniliśmy po poprzednikach granicę z Białorusią, ale gorzej radzi sobie Litwa i Estonia, dlatego podjęliśmy działania wobec naszych wschodnich sąsiadów – tłumaczy Gierada. W poniedziałek, 7 lipca na granicy z Litwą i Niemcami wprowadzone zostały kontrole.
Do wyjazdów na granicę z Niemcami wciąż namawiają działacze PiS z Ostrowca Świętokrzyskiego, w tym Zbigniew Duda, szef partii w powiecie. W piątek przed wieczorem na Facebooku udostępnił film. – Jedziemy na niemiecką granicę wspierać naszych – mówił na nim Duda. Utrzymuje, że na granicę pojedzie w niedalekiej przyszłości, a tłumaczy to chęcią pomocy służbom granicznym i ciekawością. – Nie możemy nikogo zatrzymywać, ale chodzi o to, żeby obserwować to, co się dzieje, żeby takie wsparcie dać naszej policji i dla służb granicznych. Wydaje mi się, że jest i powinno być to bardzo mile widziane – mówi Duda, podkreślając, że niejasna jest skala zjawiska. Różne służby posługują się różnymi danymi, więc chcą zobaczyć 'jak to wygląda w rzeczywistości’.
– Jestem zażenowana postawą Prawa i Sprawiedliwości w Świętokrzyskiem. Nie rozumiem dlaczego za wszelką cenę usiłują wywołać kryzys w państwie. Ich działania to próba zaburzenia bezpieczeństwa oraz wywołania strachu i paniki wśród obywateli – komentuje Jolanta Madioury, radna wojewódzka i wiceprzewodnicząca Platformy Obywatelskiej w Ostrowcu Świętokrzyskim.
/mag, mor/















